poniedziałek, 30 grudnia 2019

(Nie)szczęśliwy wypadek

 Kinga Drabek (21 l.)

"Każdy człowiek spotkany na naszej drodze nie staje na niej przypadkiem. 
Niektórzy mieli nas skrzywdzić, a inni uratować."

Jan Firlej (23 l.)

Życie jest jak pudełko czekoladek 
- nigdy nie wiadomo co ci się przytrafi"


   ~*~

Otępiała wpatrywałaś w płonący ciemny samochód oraz ulatniający się z niego dym. Choć było to niemożliwe to  czas jakby się zatrzymał, spowolnił, a ludzie pogrążeni w totalnym chaosie wydawali się być tacy odlegli, choć znajdowali się kilka metrów od ciebie, w miejscu tragedii. Sparaliżowana przez targający tobą szok zastygłaś w miejscu, podtrzymując drżące dłonie przy ustach. Twoje jasno błękitne oczy lustrowały przebieg akcji ratowniczej odbywającej się w Bielsko-Białej. Gdy twój umysł zaczęło wyzbywać się przerażającego szoku spowodowanego zaistniałym wydarzeniem poczułaś chłód otulający twoje drobne ciało, a chwilę później powierzchnia twoich oczu stała się szklista. Krzyk uwięzł w gardle, gdzie powstała wielka gula, która nie pozwała ci wydobyć z siebie ani jednego słowa. Roztrzęsiona chłonęłaś wzrokiem sylwetkę kobiety pakowaną w czarny worek, którym zajmowali się sanitariusze z pogotowia ratunkowego. Policjanci konsultowali się ze sobą, próbując ustalić szczegóły tej świątecznej tragedii. A przecież ten czas miał być dla ciebie zupełnie inny. Pełen ciepła, serdeczności, pokoju, a skąpany został w rzece żałoby, smutku i rozpaczy, która jeszcze w pełni cię nie zaatakowała.

-Mamo!- z twojej krtani wydobył się przeraźliwy wrzask, a słona ciecz spłynęła po policzkach.

Rzuciłaś się w pogoń za ratownikami, lecz jeden ze starszych mężczyzn w mundurze chwycił cię pewnie za ramie, zakazując zbliżyć się do miejsca oględzin wypadku. Zmierzyłaś go pełnym zdziwienia i wściekłości spojrzeniem, ale wyrwałaś się z jego objęć i posłusznie wróciłaś na wcześniejsze miejsce. Byłaś pod wpływem amoku. Kręciłaś głową z niedowierzaniem, nie dopuszczając do siebie myśli, że to koniec. Miałaś się z nią pojednać. Chciałaś jej osobiście oświadczyć przy wigilijnym stole, że zdobyłaś się na odwagę i rozstałaś się z Kamilem, który krzywdził cię od ponad roku. Łaknęłaś zaznania u niej przebaczenia, zobaczenia jej pełnego ciepła uśmiechu, mówiącego ci, że dobrze postąpiłaś. A teraz co? Dostałaś w zamian pustkę i ból rozrywający twoje kruche, nadszarpane już przez byłego partnera serce. Łkałaś cicho, skrywając głowę pod kapturem ciemnej kurtki.
-Choć tutaj.- męski głos otulił twoje uszy.

Zwróciłaś głowę za siebie i ujrzałaś przed sobą wysokiego bruneta znajomego ci z boisku Plusligii. Tylko co on tutaj porabiał? Uniosłaś pytająco brew, obserwując jego rozwarte ramiona oraz nikły uśmiech zdobiący usta, który chyba miał cię zachęcić do skorzystania z jego pocieszających usług.

-Straciłam matkę, a ty myślisz, że przytulenie tu wystarczy?!- warknęłaś, prychając pod nosem.

-Wiem, że jest ci ciężko, ale…

-Gówno wiesz!

Zadrżałaś pod wpływem spazmu nawiedzającego twoje ciało, który był skutkiem płaczu i pociągnęłaś nosem, ścierając mokre od łez policzki zewnętrzną częścią dłoni. Gdy chciałaś się odwrócić, aby odejść od tego przeklętego, cholernego miejsca natrafiłaś na tors chłopaka. Uderzyłaś w niego, a jego silne ramiona oplotły cię wokół pleców. Nie protestowałaś. Nie miałaś siły. Przymknęłaś powieki i łkałaś w jego brązową kurtkę, nie zważając na to, że jest ci on totalnie obcy. Woń jego intensywnych perfum wdarła się do twoich nozdrzy, sprowadzając na ciebie dziwnego rodzaju ukojenie. Objęłaś go nieśmiało i poczułaś wdzięczność. Tylko on jedyny zaproponował ci do wypłakania swoje ramie, obdarzył troską.


***


Spoczywałaś na kanapie w rodzinnym domu Janka, podtrzymując w dłoniach parujący kubek. Przez ramie zaglądałaś do kuchni, w której panoszył się siatkarz i zaśmiałaś się wesoło na widok pokrytego różnymi wypiekami talerza, którym zamachał ci przed nosem. Spojrzałaś na niego rozbawiona, kręcąc głową i sięgnęłaś po szarlotkę. Przypatrywałaś się mu uważnie i musiałaś przyznać, że dopiero teraz dostrzegłaś w nim pewnego rodzaju urok. Ciemne włosy, czekoladowe oczy, które tak często wpatrywały się w ciebie intensywnie i błyszczały radośnie oraz  nieśmiały, ale rozbrajający uśmiech. Te kilka rzeczy sprawiało, że Firlej był naprawdę przyjemnym dla oka mężczyzną.

-Co mi się tak przypatrujesz, maleńka? Mam coś na twarzy? – zmarszczył brew, mierząc cię wzrokiem.

-Nie, nie.- odparłaś momentalnie, przełykając głośno ślinę. – Po prostu…- rozpoczęłaś, ale rozgrywający ci przerwał.

-A co z twoim tatą? Gdzie on się podziewa?- wypowiedział ostrożnie, wiedząc, że stąpa po kruchym gruncie.

-Nienawidzi mnie.-uśmiechnęłaś się blado, bawiąc palcami.- Miał złe przeczucia co do mojego byłego już chłopaka i jako, że wybrałam Kamila, który ściągał mnie na dno urwał ze mną kontakt. Matka chciała spędzić ze mną święta, jechała do mnie, kiedy…- oczy zaszły ci łzami.- Miałam jej powiedzieć, że z nim już koniec, ale nie zdążyłam. Ojciec nie chciał do mnie przyjechać.- wyraźnie posmutniałaś, opowiadając mu o swojej rodzinie.

-Na pewno teraz patrzy na ciebie z góry i jest z ciebie dumna, że sobie poradziłaś.- brunet potarł pokrzepiająco twoje ramie.- A ojciec kiedyś naprawi swój błąd, zobaczysz.- musnął ustami twoje czoło.

Spojrzałaś na niego zaskoczona i zastygłaś z nim w niemęczącym kontakcie wzrokowym. Po mimo, że znałaś go zaledwie kilka dni poczułaś coś czego nigdy dotąd nie doświadczyłaś. Radomianin otoczył cię takim ciepłem jakiego nigdy jeszcze nie zaznałaś. Troszczył się o ciebie, przygarnął cię pod swój dach, abyś nie spędziła świąt w samotności. Nawrzeszczałaś na niego, odepchnęłaś od siebie podczas waszego pierwszego spotkania, a on po mimo to nie miał ci tego za złe. Wykazał się zrozumieniem i pocieszył po stracie bliskiej, a może i najbliższej osoby. Ponad to poczułaś tą przeszywającą was na wskroś chemię, która teraz unosiła się pomiędzy wami w powietrzu. Jego dłoń nadal spoczywała na twoim odkrytym ramieniu, na co uśmiechnęłaś się lekko.

-Kocham cię, Janek.-szepnęłaś nieśmiało, zdając sobie sprawę, że to brzmi jak paradoks bo znaliście się kilkanaście godzin.

-Wreszcie.- wykrzyknął uradowany rozgrywający.- Czekałem na to od kilkunastu miesięcy, kiedy zobaczyłem cię z chłopakami z Radomia.-  dodał, spoglądając ci z czułością  w oczy.

-Naprawdę? – roześmiałaś się, kręcąc z niedowierzaniem głową.- To urocze.- opuszkami palców musnęłaś jego policzek.

Nim zdążyłaś zapytać czy on także czuje to samo do ciebie jego miękkie wargi drasnęły niewinnie twoje usta, a wtedy poczułaś tak bardzo zapominane ci szczęście. Odnalazłaś ukojenie w cierpieniu po stracie rodzicielki przy boku totalnie ci nieznajomego kilka dni temu jeszcze chłopaka. Nie byłaś świadoma, że to właśnie ona sprezentowała ci go na swojej drodze jako prezent świąteczny, którego już nie mogłaś od niej otrzymać osobiście.

~*~
Coś pisanego na szybko, w amoku, pod wypływem nutki wyżej. Mam nadzieję, że jak na spontan wyszło w miarę logicznie, spójnie i zostało dopieszczone słownie haha :D Od dłuższego czasu myślałam by napisać coś o Janku, ale nie miałam jakiegoś rozbudowanego pomysłu, a jako, że podczas słuchania nutki wyżej wpadł mi pewien pomysł do głowy to go tu wykorzystałam i wrzuciłam jedną z moich ulubionych siatkarskich par :3 Owa dwójka jak dla mnie jest mega urocza i życzę im jak najlepiej, a Wam w Nowym Roku życzę zdrówka, szczęścia, znalezienia takiego faceta jakiego ma Kinga, czyli miłości ^^ oraz pieniążków i spełnienia Waszych celów ;* Całuję i do zobaczenia niebawem na Bartku (maybe jeszcze w tym roku XD) oraz innych projektach ;* 
PS: Kto jeszcze nie wie wracamy z Retreat na Kubę, Tomka i Lenę >>Too dumb to know things like love
Także ona wykonała okładkę do tej historii, za którą bardzo dziękuję ;3

niedziela, 17 lutego 2019

Prom Adventure, cz.5

Delikatnie kołysał biodrami do przecinającej, przeszywającej ciszę w pokoju melodii jednej ze świątecznych piosenek, które wydobywały się jedna po drugiej z laptopa Sławka, z którym dzielił pokój. Wrzucał posegregowane wcześniej ubrania do wnętrza sporej rozmiarów czarnej walizki i spoglądał przelotnie na przygotowującego się do spotkania wigilijnego blondyna. Sam zdecydował się w końcu porzucić pakowanie i chwycić w dłoń wieszak ze starannie wyprasowaną koszulą na ten wieczór. Nieskazitelna biel dodawała mu niewinności, choć tak naprawdę miał swoje za uszami. Niejednokrotnie  zdarzało mu się zamoczyć usta w chmielowym trunku z kolegami z rocznika dziewięćdziesiątego siódmego, którzy byli już absolwentami Szkoły Mistrzostwa Sportowego czy też wymknąć się zza obszar ośrodka, aby uczestniczyć w klubowej imprezie. Na szczęście władze szkoły nie dowiedziały się o jego przewinieniach i w oczach wszelakich nauczycieli nadal pozostawał nieco zwariowanym, pełnym humoru i pozytywnego podejścia do życia chłopakiem. Odpiął guzik położony najwyżej i najbliżej szyi, poprawiając kołnierzyk i spoglądając przelotnie na swoje odbicie w lustrze. Za pomocą smukłych palców nieco poczochrał włosy, aby zyskały odpowiednie ułożenie i spryskał się ulubioną perfumą.
-Dla kogo się tak stroisz, Norbi?- zaśmiał się Busch.
-Dla mojej potajemnej ukochanej, pani Skrzypkowskiej.-odparł rozbawiony środkowy.-Nie patrz się tak na mnie. Zadajesz głupie pytania to i takie odpowiedzi otrzymujesz.-wzruszył ramionami.
-A czekaj...Ja wiem! Dla Ani!-wrzasnął nagle blondyn, którego nagle oświeciło.
-Ania to już skończony temat.-mruknął cicho.-To co idziemy?- zmienił pośpiesznie tor ich rozmowy.
-Nie, Huber. Nie, dopóki nie powiesz mi co cię trapi.-wypowiedział stanowczym tonem przyjmujący i opadł na łóżko, wpatrując się wyczekująco w swojego współlokatora.-Niby zachowujesz się typowo dla siebie, ale to nie ty. Ty jesteś totalnie nieobecny.-westchnął głośno.
-Dobra, niech ci będzie! Poddaję się!-18-latek nie wytrzymał presji i wzniósł dłonie w geście zrezygnowania.
-Wiedziałem, że Anka ci się podoba! Ona się każdemu podoba!-do wnętrza pokoju wtargnął Domagała.
Wnioskując ze słów atakującego najprawdopodobniej spoczywał on pod drzwiami pokoju środkowego i przyjmującego oraz podsłuchiwał konwersację owej dwójki. Norbert pokręcił tylko z pobłażaniem głową nad wypowiedzią Damiana i opadł  bezsilnie na swoje posłanie. Siatkarze utkwili w nim swój świdrujący wzrok i oczekiwali w końcu wyjaśnień z jego strony. Huber zerknął przelotnie na zegar znajdujący się na wyświetlaczu telefonu i dochodząc do tego, że mają jeszcze sporo czasu do rozpoczęcia wigilii zdecydował się podzielić ostatnim zdarzeniem z przyjaciółmi.  Nim się obejrzeli nastała jednak chwila udania się na wieczerzę.
-Ona jest pod presją. Nie jest sobą, tylko im ulega. -mruknął do Hubera Domagała w drodze do miejsca docelowego.
-Sam nie wiem, ale wiem, że jej słowa mnie zabolały.-odparł środkowy.
-Jak dla mnie szkoda nerwów na taką dziunię.-wzruszył ramionami Busch.
Na tym nastał koniec wymiany zdań, bowiem przekroczyli próg pomieszczenia sporych rozmiarów, które służyło do organizacji różnego rodzaju uroczystości. Zyskało miano auli. Tuż po przekroczeniu progu dostrzegł smukłą sylwetkę brunetki przyodzianej w luźną, czarną sukienkę z rękawem sięgającym łokcia. Pośpiesznie odwrócił wzrok w przeciwnym kierunku i powędrował za chłopakami w celu znalezienia wolnych miejsc przy stole. Po chwili z szerokim uśmiechem na ustach składał im pełne humoru życzenia, wcale nie otrzymując gorszych. Później nastała luźniejsza część tego wieczoru.
-Szamka!- wrzasnął uradowany Sławek na widok sałatki jarzynowej .
-Buszu, nie rób wstydu.-rzucił, chichocząc pod nosem Damian.
-Dobrze, że się chłopak cieczy. Cały dzień na nogach w kuchni spędziłam.-oświadczyła pani Grażynka, nie kryjąc zadowolenia z podekscytowania siatkarza na widok jedzenia.
-W takim razie my docenimy pani pracę i wszystko zjemy.-zapewnił kobietę Norbert, odsłaniając przed nią całe, śnieżnobiałe uzębienie.
-Dobre chłopki.-skwitowała kucharka, klepiąc ich po głowie.
Gdy kobieta opuściła ich stolik wymienili porozumiewawcze spojrzenia i parsknęli głośnym śmiechem. Dwie godziny później  spoczywał w samochodzie rodziców, który zmierzał w stronę rodzinnego Radomia. W czasie pokonywania godzinnej trasy przybliżał im wydarzenia ostatnich miesięcy oraz stan przygotowań do studniówki, która miała odbyć się niedługo po świętach. Po dotarciu do ukochanej przez niego okolicy wzniósł swoje rzeczy do pokoju i pod pretekstem przewietrzenia powędrował na dwór. Powolnym, wręcz ślamazarnym krokiem przemierzał radomską ulicę , zatracając się w oceanie myśli. Do balu maturalnego pozostało niewiele czasu, a on nadal nie miał towarzyszki na tą zwariowaną noc. Domagała i Busch już od przeszło tygodnia podstawiali mu pod nos fotografie swoich partnerek. Jemu pozostało zbywanie ich w zapytaniach o jego piękność. Westchnął głośno i podirytowany dojściem do tego wniosku uderzył w pobliski kamień. Zadarł spuszczony na czubki butów wzrok i pałaszował nim usytuowaną przed nim wysoką, dziewczęcą sylwetkę. Czy los właśnie sobie z niego kpił, stawiając mu przed nosem Annę Matulaniec, gdy toczył refleksje na temat studniówki i osoby mu na niej towarzyszącej?
-Norbert?!-źrenice brunetki znacznie się rozszerzyły, gdy jej oczy natrafiły na znajomą twarz.- Cześć!-posłała mu subtelny uśmiech.
-Znowu ty.-burknął pod nosem brunet, zagłębiając dłonie w kieszeniach kurtki.- Skąd się tu w ogóle wzięłaś?-nie krył swojej niechęci do jej osoby po ostatnich wydarzeniach.
-Mieszkam tu.-oświadczyła Ania jakby to było oczywistością.- Możesz nie być w stosunku do mnie taki oschły?
-Po ostatnich wydarzeniach w ogóle na to nie zasługujesz.-zironizował, mierząc ją lodowatym wzrokiem.
-Norbert, ja... Przepraszam.- gwałtownie zmniejszyła dzielący ich sylwetki dystans i ujęła jego twarz w dłonie, spoglądając mu głęboko w oczy.- Nie powinnam się tak zachować, ale uległam presji. Jednak teraz wiem. Miałeś racje. -spuściła głowę, aby po chwili ją podnieść i ponownie przeniknąć na wylot barwę jego tęczówek.
-Wybaczę ci, ale pod jednym warunkiem.-wypowiedział stanowczo.
-Słucham.-spojrzała na niego zaintrygowana.
-Pójdziesz ze mną na studniówkę.-kąciki jego ust automatycznie sięgnęły wyżyn, odchylając powoli rąbek jego szerokiego uśmiechu.
-Jasne.-kiwnęła ochoczo głową.- Dziękuję.-musnęła powoli jego policzek ustami. 
-Za co?- zmarszczył brwi zdezorientowany.
-Za przebaczenie i zaproszenie.-zachichotała uroczo.
Dopiero wtedy dotarło do niego, że przyćmiony chęcią pomocy Ani nie zauważył czegoś bardzo ważnego, a wręcz najważniejszej kwestii w życiu. W obecnym momencie żałował, że nie dowiedział się wcześniej, iż dom córki dyrektora spalskiej szkoły  mieści się niedaleko jego rodzinnego siedliska. Już teraz wiedział czego tak ambitnie i  zaciekle walczył o jej prawdziwe oblicze. Gdy teraz przed nim stała taka rozpromieniona, idealnie komponująca się w tle bieli śniegu uświadomił sobie, że czynił to wszystko, bowiem ta dziewczyna skradła niepozornie jego serce. Uczyniła to w niezauważonym dla niego momencie, ale udało jej się. Jeden przypadek postawił na jego drodze oślepiającego swoim blaskiem anioła, za którego przepoczwarzenie się odpowiadał właśnie on.  Z maskującej się za przysłoną wrednej, przypasowującej się do popularnej paczki dziewczyn brunetki przemienił ją w coś zupełnie innego. Z owocu ich znajomości wykluła się piękna, pełna zasobów ciepła i bezinteresownej pomocy kobieta. Mimowolnie kąciki jego ust zastygły na wyżynach, gdy jego umysł przyswajał ten bieg wydarzeń. Poczuł jej drobną dłoń na swoim ramieniu i po mimo, że jego ciało okryte było puchatą, czarną kurtką poczuł jak jej dotyk przeszywa jego ciało przyjemnym prądem.
-O czym myślisz?- jej czekoladowe tęczówki utkwiły w nim spojrzenie.
-O tym jak się wkopałem.- podrapał się zakłopotany po nieokrytej  zimową czapką  głowie.
-To znaczy?
-O tym jak się w tobie zakochałem.-wysapał, odważając się jej spojrzeć głęboko w oczy.
Na jej pokrytych jasną, łagodną różową szminką ustach zabłąkał się delikatny uśmiech. Nie panowała na tym. Ten gest był  impulsem na jego słowa. Nie wiedziała czy się ich spodziewała, ale gdzieś w głębi chyba także poczuła do niego coś pokroju zauroczenia, fascynacji. Intrygował ją swoją tajemniczością i wrażliwością. Niejednokrotnie dostrzegała przecież w jego skąpanych błękitem tęczówkach ból  po uderzeniu w jego osobę kolejną wiązanką obelg, której najczęściej autorkami były jej koleżanki. Teraz tak cholernie żałowała, że im na to pozwalała. Powinna od początku stanąć w jego obronie. Powinna być jego murem, za którym mógłby się skryć, a ona odbijałaby dzielnie każdy cios wymierzony w jego stronę. W końcu tak uparcie walczył o to by odkryła jaka naprawdę była, o to by ujrzała swoje prawdziwe oblicze. Nachylił się nad jej twarzą, tym samym owiewając jej policzki ciepłym oddechem. Woń mięty otuliła jej nozdrza, tworząc mieszankę z intensywnym zapachem jego perfum. Przymknęła powieki, odczuwając błogość jaka powoli ją ogarnęła. Jej szczyt poczuła dopiero, gdy na jej zziębniętych ustach poczuła jego ciepłe wargi. Rozpływała się nad ich jedwabistością, podczas pierwszego muśnięcia przez nie jej ust. Nieśmiało odwzajemniła pieszczotę i poczuła jak Norbert łapie ją za łokcie, przyciągając do siebie z impetem.  Zarzuciła drobne dłonie na jego szyję, wplatając  palce w kosmyki jego ciemnych włosów. Tak bardzo zajęli się smakowaniem siebie nawzajem, czerpaniem rozkoszy z własnej bliskości, z momentu, na który w głębi siebie tak bardzo oczekiwali, że nie spostrzegli drobnych płatków śniegu, które stworzyły wokół nich osłonę w postaci białego puchu o rozmaitych kształtach. Cieszyli się wewnątrz siebie, że ich uczucie w końcu znalazło ujście.

***
Obserwował długą, czerwoną suknię sunącą po parkiecie. Wzniósł wzrok nieco wyżej a przed sobą ujrzał lejący się dekolt kreacji brunetki, a gdy zadarł głowę jeszcze ciut wyżej natrafił na perłowe, śnieżnobiałe zęby dziewczyny w pełni odsłonięte, a za powodem ich prezentacji stał właśnie on. Odgarnęła jednym gestem dłoni długie, ciemne włosy na plecy i odetchnęła głęboko. Doskoczyła do boku siatkarza, rozpoczynając walca, na którego wykonanie wpadła przypadkowo. Momentalnie zyskała poparcie  oraz zachwyt tym pomysłu Skrzypkowskiej, a więc o odmowie uczniów nie było mowy. Splotła ich palce ze sobą i okręciła się wokół niego kilkukrotnie, aby po chwili utonąć w jego ramionach z tym niesamowitym żarem w oczach. Po chwili chwycił ją za biodra, a ona delikatnie się wzniosła nad podłogę.  Po klasycznej części tańca złączył swoje dłonie za jej plecami a ona ułożyła swoje na wysokości jego brzucha i  została przez niego okręcona wokół własnej osi w powietrzu. Pisnęła cicho, a on zachichotał na jej reakcję. Uczyniła to samo, gdy wziął ją na ręce i ponownie świat wokół niej wirował.  Gdy w końcu znalazła się na podłożu uwiesiła dłonie na jego szyi i posłała mu pewien beztroski, rozkoszny uśmiech. Musnął przelotnie jej wargi i pociągnął na ławkę. Obok momentalnie zjawił się Damian z partnerką oraz Sławek z towarzyszką.
-Sarenka odnalazła swojego samca.- skwitował z cwanym uśmiechem przyjmujący.
-Ty jesteś pojebany.-zaniósł się głośnym śmiechem Huber.
-Jako, że mam na imię Anna jako sędzia Anna Maria Wesołowska skazuje cię na rok w zakładzie psychiatrycznym. -oświadczyła z powagą brunetka.
-Boże, to było genialne!- Domagała ukłonił się przed nią rozbawiony.
-A dzięki!- odparła roześmiana brunetka, przybijając piątki ze swoim chłopakiem oraz Damianem.
- A teraz wio mi na parkiet królowo nocy!- zażądał środkowy w kierunku swojej lubej.
Matulaniec parsknęła niekontrolowanym śmiechem na wydobywające się z głośników pierwsze, znajome rytmy. Poderwała się momentalnie z miejsca i  w grupie przyjaciół siatkarza oraz ich towarzyszek powędrowała na parkiet. Złączyła ich dłonie i przymknęła powieki, ponosząc się całkowicie melodii utworu. Miłość w Zakopanem przyciągnęła do tańca wszystkich zgromadzonych na tej maturalnej imprezie i parkiet aż pękał w szwach. Mimo wszystko znaleźli miejsce na swoje popisy taneczne i dali się ponieść szaleństwu. Huber nawet nie zauważył, kiedy okręcał Anię wokół własnej osi, gdy spoczywała na jego rękach. Matulaniec wydzierała się na całe gardło, dołączając się do wokalistów z tekstem hitu każdej imprezy, a on czuł się po prostu szczęśliwy. Wszystko zawdzięczał losowemu wyborowi pani Anieli Skrzypkowskiej i miał nadzieję, że będzie jej jeszcze dziękował kilka lat później, gdy czekać ich będzie ceremonia zaślubin, bowiem przeczuwał, że Anna to ta, o której  po cichu marzył.
-Widzę, że się wszystko ułożyło.-barwa głosu wydawała się mu znajoma.
-Fornal!-wrzasnął i zamknął przyjaciela w szczelnym uścisku.
-A o swoim ulubionym libero już nie pamiętasz, tak?!-wydarł się Masłowski, aby przekrzyczeć muzykę.
-Masełko!-kolejnego absolwenta uraczył uściskiem.
-Co wy tu wszyscy robicie?- w zadaniu tego pytania wyręczył go Busch.
-Odwiedzinki, kochani.-oświadczył z uśmiechem Kuba.-A raczej kontrola kapitana.-wyszczerzył się szeroko.

~*~
*Taniec Ani i Norberta, a raczej walec :D >>klik<<
Witam Was pod tą historią po raz ostatni ^^ Była ona bardzo ciężka do napisania, nawet zdarzało mi się samej w niej zagmatwać, ale chyba oddałam jej sens taki jak zamierzałam :D Norbert przyczynił się do opuszczenia przez Anie swojego towarzystwa i odkrycia jej prawdziwej ja, a jeszcze dodatkowo zyskał świetną dziewczynę i towarzyszkę na studniówkę :D Stylem ta historia odbiegała od moich wymagań i założeń, ale fabułą myślę, że była dość intrygująca i w pewien sposób inna od pozostałych ;) Mam nadzieję, że Wam się podobało! Koniecznie dajcie znać w komentarzach ;) Będę tęsknić za Norbertem, Anią i dwoma wariatami- Damianem i Sławkiem XD No, ale cóż... Mam nadzieję, że ktoś w końcu się podejmie napisania o Norbercie, bo z tego co się orientuję historii o nim brak, a to naprawdę mega gość jest! :D <3 Dziękuję za  Waszą obecność oraz opinię! <3 Cieszę się, że jak zwykle mnie nie zawiodłyście <3  Całuję i do zobaczenia na Janku czy Michale! ;*

czwartek, 7 lutego 2019

Prom Adventure, cz.4

Prychnął pod nosem, obserwując unoszące się porozumiewawczo brwi Sławka, gdy przystanął obok Ani, bowiem zaraz miała rozpocząć się próba. Brunetka zwróciła głowę w jego kierunku i czekoladowymi tęczówkami sunęła po jego bladej, porcelanowej twarzy, starając się wybadać grunt. Czy jest on bezpieczny do przemierzania go czy może lepiej po nim nie stąpać? Huber splótł ramiona na klatce piersiowej i utkwił wzrok w bliżej nieokreślonym obiekcie przed sobą. Zdawał się być totalnie nieobecny, ale tak naprawdę odgrywał taką rolę. Rolę myśliciela, pochłoniętego czymś innym niż przygotowaniami do studniówki. To była jego zasłona dymna.  Choć znała go zaledwie kilkanaście dni, a właściwie już dwa tygodnie to już doskonale umiała to z niego wyczytać. Radziła sobie świetnie z rozpoznawaniem kryjówek, za którymi skrywał się Norbert Huber, a miał ich wiele. Tak naprawdę wiedziała, że zgrywa chłodnego, obojętnego względem jej osoby, ale w rzeczywistości jest nią zawiedziony, jest smutny, że go tak potraktowała. Czuła to i wiedziała, że musi to naprawić. To udawanie musiało się w końcu skończyć.
-Norbert...-rozpoczęła łagodnie, przyglądając się profilowi jego twarzy.
-Daruj sobie.-wycedził.
-Chciałam ci to wszystko wyjaśnić.
-Czyżby Annę Matulaniec atakowały wyrzuty sumienia?-zwrócił twarz w jej stronę i przyodział na niej wyraz zaskoczonego.  -No coś podobnego!-mruknął z przekąsem.
-Huber, do cholery jasnej! Nie zachowuj się jak dziecko!-warknęła wprost w jego twarz, rezygnując z trzymania emocji na wodzy.
-Po prostu nie mam ochoty z tobą rozmawiać i nie oczekuję żadnych tłumaczeń. -wzruszył ramionami.- To twoje życie, Anka. Ja chciałem tylko ci pomóc i naprowadzić cię na odpowiednią drogę, bo uważam, że je sobie pieprzysz właśnie w tym momencie, ale cóż...
-Posłuchaj, Norbert. Nic o mnie nie wiesz, prawie mnie nie znasz, więc z łaski swojej się w nie nie mieszkaj, bo ja też równie dobrze mogę wybierać ci towarzyszy w  tej szkole, a tego nie robię. -odparła chłodno.
-Dobrze wiesz, że moi przyjaciele w porównaniu do twoich pseudo przyjaciółek to jak niebo do piekła. Tylko zdajesz się to ignorować i wmawiać sobie, że jesteś taka jak one, ale nie jesteś...
-Po co to robisz?! Po co do cholery?!-podniosła gwałtownie ton głosu, spoglądając uważnie w jego błękitne oczy.
-Chcę ci po prostu pomóc, bo mamy więcej wspólnego niż ci się wydaje.-wypowiedział tajemniczo i splótł ich dłonie ze sobą, bowiem nastał czas rozpoczęcia próby.
Prychnęła pod nosem na jego słowa. O czym on do cholery pieprzył? Przecież w ogóle jej nie znał. Te kilka rozmów jakie ze sobą odbyli miało obrazować mu to jaka jest? To brzmiało absurdalnie. Zdecydowała się nie odezwać już do niego ani słowem. Była zbyt podirytowana i oburzona jego zarzutami. Przez cały czas trwania symulacji układu czuł na sobie czujne spojrzenia koleżanek  córki dyrektora. Psychicznie już nastawiał się na ich atak po zakończeniu ćwiczeń nad polonezem. Tym bardziej jak widziały jego sprzeczkę z jedną z nich. Przecież to było prawie pewne, że to wykorzystają jako pretekst, że uderzą. Ania tymczasem pogrążyła się w refleksjach nad ostatnią wypowiedzią środkowego skierowaną do jej osoby. Co mógł mieć na myśli, mówiąc " mamy więcej wspólnego niż ci się wydaje"? Nie miał żadnego pojęcia jak to jest pełnić rolę córki dyrektora szkoły sportowej.  Nie znał uczucia przypodobania się reszcie, aby nie uderzyły w ciebie zarzutami, że masz  lepiej bo jesteś córeczką  głowy szkoły. Dlatego właśnie zadawała się z nimi. Z dziewczynami pozbawionymi wszelkich skrupułów przed obrażeniem innych. Choć wcale taka nie była. Nie posiadała cechy krzywdzenia innych. Nigdy nie była wredna ani chamska. Nawet jak ktoś nie pałał do niej sympatią to nie potrafiła odwdzięczyć się mu podobnym nastawieniem czy pięknym za nadobne. Po mimo posiadania ojca, który rzadko, kiedy liczył się z jej zdaniem posiadała niesamowite pokłady ciepła względem drugiego człowieka. Może Huber właśnie to miał na myśli? Może chodziło mu o to, że ona też wewnątrz  ulokowaną miała bezinteresowną pomoc innym?
-Koniec na dziś.- Skrzypkowska donośnym głosem przerwała jej analizy.
Pośpiesznie puściła dłoń siatkarza i podreptała po swoją torebkę rzuconą niedbale pod drabinkami. Gdy ją podniosła i miała skierować się już w stronę wyjścia z hali dostrzegła dziewczyny, które otoczyły bruneta. Wywróciła oczami na ten widok i przyśpieszonym krokiem podążała w stronę swojego partnera podczas prób. Przystanęła obok ucznia Spały i splotła ramiona na klatce piersiowej, obdarowując koleżanki pytającym spojrzeniem.
-Jaszczurze, odpieprz się od naszej kumpeli.-oświadczyła z uśmiechem brunetka.
-Ja jej nie trzymam przy mnie siłą.-wzruszył ramionami Norbert.
-Dziewczyny, już wam tłumaczyłam, że przydzieleni jesteśmy razem do poloneza.-przewróciła oczami 18-latka.
-Spędzasz z tym wybrykiem natury więcej czasu niż z nami.-zarzuciła ci kolejna.
-No bo staram się przygotować do matury?
-Udowodnij, że nadal chcesz się z nami zadawać.
-Huber, po mimo swojego wzrostu twój mózg ma rozmiar małego fistaszka.-wysiliła się na najbardziej wredny ton w stronę siatkarza.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że złamała dane mu zapewnienie. Właśnie po raz pierwszy z niego wyszydziła. A to wszystko po to by przypodobać się towarzystwu. Miał całkowitą rację. Boże, jaka ona była naiwna. Poderwała się z miejsca i pośpiesznie zniknęła za masywnymi drzwiami hali.
-Myliłem się. Jesteś taka sama jak one.-mruknął pod nosem środkowy.

~*~
Cześć! ^^
Mam wrażenie, że ten rozdział to jeden wielki chaos i bezsens, ale liczę, że może jednak Wam się spodoba :/ Możliwe, że kolejna część będzie już tą ostatnią, ale zobaczymy jak to rozplanuję ;) Anka i Norbert się kłócą, a Matulaniec w końcu uległa wpływowi koleżanek i "pocisnęła" Norbertowi :P Zobaczymy jak to dalej z nimi będzie. Całuję i do zobaczenia w kolejnym tygodniu! ;*
PS: Przepraszam za opóźnienia :( 

środa, 30 stycznia 2019

Prom Adventure, cz.3

Ania spojrzała przez ramie przelotnie na twarz środkowego. Przybrała ona kamienny wyraz. Dla tych, którzy mieli z nim doczynienia po raz pierwszy mógł wydawać się neutralny, jednak dla niej oznaczał maskę, za którą skrywał emocje jakie naprawdę nim władały, jakie wypełniły go od środka. Tym bardziej, że przez cały czas przerabiania układu tanecznego widniała na jego bladej, porcelanowej twarzy serdeczność, a jego jasne, błękitne tęczówki połyskiwały radośnie podczas, gdy ich spojrzenia na siebie natrafiały. Teraz były całkowicie pozbawione tego blasku. Wręcz sprawiały wrażenie pustych, bezuczuciowych. 
-Nie, nie chcę.-odburknęła Matulaniec.- Monika, ale...-chciała dodać coś jeszcze, ale brutalnie jej przerwano.
-Nie ma żadnego ale, Anka!-wykrzyknęła ostro szatynka.-Idziemy! -rzuciła komendę, spoglądając znacząco na swoje towarzyszki.
-Norbert, przepraszam...-mruknęła cicho, aby dotarło to tylko do siatkarza.-Ja...Ci to wytłumaczę.
-Nie musisz.-prychnął pod nosem, wysilając się na słaby uśmiech.
Tym razem udało jej się coś wyczytać z jego zachowania, a raczej oczu... Od błękitnych, jasnych tęczówek uderzał zawód. Może nie miał prawa liczyć na to, że odepchnie od siebie grono koleżanek dla jakiegoś poznanego chwilę temu chłopaka, ale mimo wszystko z jego oczu wyczytać się dało, że spodziewał się innego zachowania z jej strony. Zapewne liczył, że jego uwagi, słowa co zdziałają, coś zakończą lub zapoczątkują. Zaowocują, ale nie było na to najmniejszych szans. Odwróciła głowę, aby dłużej nie obserwować tego smutnego obrazka i postanowiła ograniczyć ich kontakty do minimum. Udzielać mu tylko takich informacji o sobie jakie w jakiś sposób powiązane są ze studniówką lub szkołą i absolutnie ani grama więcej wiedzy o jej osobie. Tak, to wydawało jej się idealnym rozwiązaniem. 

***
Westchnął głośno, opadając na miękki materac. Jedyne o czym marzył po ostatnim treningu to błogi spokój pośród krainy Morfeusza. Jego powieki sprawiały wrażenie jakby ktoś do nich przywiązał kilogramowe ciężary. Nie miał najmniejszego zamiaru powstrzymywać ich przed przymknięciem. Gdy już prawie całkowicie się zamknęły, a on czuł już jak otula go  przyjemne uczucie, na które oczekiwał od kilku godzin, nagle drzwi otworzyły się z impetem, a do środka wparowała osoba, której kompletnie nie miał się tu prawa spodziewać. Poderwał się momentalnie na równe nogi przestraszony hukiem dynamicznie zamykanych drzwi i zmierzył pełnym oszołomienia wzrokiem wysoką, siedem centymetrów niższą od siebie sylwetkę. Kręcił z niedowierzaniem głową, obserwując szeroki, perlisty uśmiech, na który wzdychały tabuny nastolatek podczas meczy rozgrywanych w tutejszej hali sportowej  jeszcze w ubiegłym roku. Jeszcze poprzedniego roku szkolnego mógł z nim spoczywać na jednym boisku, wypatrywać jego postępów z kwadratu, a teraz stał przed nim  jako gracz radomskiego klubu, który na dodatek miał za sobą już dawno debiut w PlusLidze. 
-Jak się tu dostałeś, kutafonie?-wypowiedział w jego kierunku, marszcząc zabawnie brwi.
-Ma się swoje znajomości.-odparł z cwanym uśmiechem Fornal, okręcając  kluczyki od samochodu na palcu.-Widzę, że niezmiernie się cieszysz na moją wizytę, chory pojebie.
-To nie tak, Tomaszku! Tylko miałem się właśnie kłaść, bo padam z nóg.-wytłumaczył mu Huber, drapiąc się zakłopotany po głowie.
-Trudno. -wzruszył ramionami brunet.- Najwyżej zarwiemy noc i tak dobrze słyszałeś. Powiedziałem my.-podkreślił przyjmujący, dostrzegając jak Norbert rozwiera już usta, aby mu przerwać. -W końcu nie zawsze przyjeżdża do ciebie tak oddany kumpel jak ja. -poklepał go po plecach, wznosząc znacznie kąciki ust i odsłaniając przy tym swoje uzębienie. 
-I co ja z tobą mam, Tytus?
-Jak to co? Niebiańskie życie jeszcze przed śmiercią. -puścił mu oczko Tomek.-Ej, ale coś widzę, że Modlicha nie w humorze dziś. Co się dzieje?-starszy siatkarz spojrzał na młodszego ze zmartwieniem wymalowanym w przepełnionych błękitem oczach. 
Uczeń Spały westchnął głęboko i runął plecami na usytuowane za nim łóżko. Tomasz pokiwał z uznaniem głową, przeczuwając, że zanosi się na dłuższą i dość intrygująca historię. Ocenił tak na podstawie reakcji 18-latka i wiedział, że nie chybił ze swoją intuicją, bowiem gdy tylko zajął miejsce na jednym z krzeseł przy niewielkim, drewnianym stole i wlepił wzrok w przyjaciela ten rozpoczął swoją opowieść, a ta już od pierwszych zdań brzmiała naprawdę interesująco. Huber całkowicie porzucił marzenia o namiętnym, długodystansowym śnie i wsparł się ramionami pod głową, umiejscawiając pod nimi niewielką poduszkę. Utonął w kontakcie wzrokowym z siwo, błękitnymi tęczówkami Tomka i wypuszczał słowa ze swoich nawilżonych ust z prędkością jaką wprowadzał piłkę do gry podczas serwisu. Otworzył się przed nim i zaufał jak robił to zazwyczaj, jeszcze jak Fornal na jedno pstryknięcie jego palców był na wyciągnięcie ręki, aby pomóc, doradzić czy choćby wysłuchać.  Zilustrował mu sytuację z nieprzyjemnymi przedstawicielkami płci pięknej w tej szkole, a później płynnie przeszedł do prób poloneza i przydzielenia mu Ani, aby następnie rozgadać się o jego podejrzeniach względem jej osoby. Radomski przyjmujący słuchał uważnie każdego słowa Norberta, kiwając głową na znak, że przyswoił daną treść lub pociągając zamkiem po jego ścieżce ruchu w czarnej, klubowej bluzie. Jednak ani na sekundę, minutę nie wyłączył procesu analizowania jego słów i odnotowywania z tyłu głowy swojej opinii, którą zamierzał mu przekazać. 
-Tomek, myślisz, że naprawdę aż tak mogłem się pomylić? Może myliłem się i Anka nie jest wcale taką pełną ciepła osobą tylko jest zołzą jak one? -zaatakował bruneta Huber. 
-Zacznę nieco inaczej. Dlaczego tak to rozważasz? Dlaczego tak ciągle myślisz o tym jaka ona jest?-błękitne oczy 19-latka przepełnione były przyjęciem jakim uraczył twarz przyjaciela.
-Znasz mnie, Fornal. Jestem człowiekiem, który lubi pomagać innym i widzę, że Ania potrzebuje tej pomocy, bo sama nie potrafi opuścić tej paczki. Po prostu ta sprawa nie daje mi spokoju.
-Huber, a może ona ci się spodobała, co?- poruszył znacząco brwiami Tytus.-Kupidynek wisi, he?
-Jesteś pierdolnięty.-zaśmiał się środkowy.-Nie, nie spodobała mi się. Jest ładna, owszem, ale ja chcę jej tylko bezinteresownie pomóc. Czuję, że w głębi jest dobrym człowiekiem, rozumiesz?-uparcie starał się rozjaśnić sytuację krakowianinowi. 
-No rozumiem, rozumiem.-mruknął brunet.-A wracając do twojego pytania.. Kurcze, nie wiem. Ciężko stwierdzić, bo nie miałem z nią doczynienia, ale skoro na początku stanęła w twojej obronie to znaczy, że  nie jest aż tak zepsuta jak one. Musisz z nią coś zdziałać na tych próbach. Poznać ją, wypytać o nie jakoś dyskretnie, a potem kto wie, kto wie! Może będzie z tego jaki gorący romans w tle ze spalskimi lasami i ...
-I Tomaszem Fornalem ze złamanym nosem, a może i chujem.-wparował mu w środek wypowiedzi podirytowany wyraźnie Modlicha.-Tomek, ja ciebie proszę, daj sobie kurwa spokój za nim się na poważnie zdenerwuje.
-Nie zrobiłbyś tego! 
- A chcesz się przekonać?

~*~
Hejka! ^^
Przepraszam za opóźnienie, ale miałam problemy techniczne z laptopem :( Ania jednak zdecydowała się nie przeciwstawiać paczce, ale przeprosiła Norberta choć słowami chyba za dużo zdziałać nie może... Huber zdążył ją polubić i dotknęło go to jak się zachowała, ale cóż.. Zobaczymy jak oni tam sobie dalej poradzą :D Do akcji wkracza niezapowiedzianie Fornal, ale to tak dla odrobiny humorku :D Wydaje mi się, że powinny się jeszcze pojawić dwie części tej historii ;3 Całuję i do zobaczenia za tydzień! ;*

  

wtorek, 22 stycznia 2019

Prom Adventure, cz. 2

Przyjmujący podłączył telefon za pomocą kabla USB pod system nagłośnienia i wymienił wymowne spojrzenia z kumplami. Po chwili po wnętrzu obiektu sportowego rozbrzmiewały energiczne rytmy Levels, a Norbert nie mógł odpuścić takiej okazji i  nie odkryć swoich umiejętności tanecznych przed rówieśnikami. Poruszył znacząco brwiami, chwytając za dłoń Damiana. Chwilę później owa dwójka prezentowała pozostałym zebranym banalny układ taneczny, świetnie się przy tym bawiąc. Huber przechylił Domagałę przez swoje ramie, a ten oplótł nogą jego pas, spoglądając na niego z perfidnym uśmieszkiem.
-Boże!-wrzasnął 18-latek, opuszczając atakującego na podłoże.
Ciężar ciała bruneta spotkał się z podłogą, wydając przy tym głośny huk. Pani Aniela momentalnie odwróciła głowę w kierunku źródła hałasu i zadarła jedną brew, przyglądając się sytuacji. Środkowy uniósł dłonie w geście obrony, dając tym samym do zrozumienia kobiecie, że nie miał nic wspólnego z upadkiem kumpla, co oczywiście nie było prawdą, a kiedy przedstawicielka płci pięknej spojrzała na niego wątpiąco odsłonił swoje śnieżnobiałe uzębienie, prezentując jej delikatny, niewinny uśmiech. Skrzypkowska  wysiliła się na jego nikłą odsłonę w kierunku swojego podopiecznego, a następnie przywołała go do siebie wraz z jego przyjaciółmi. Siatkarze stawili się przy boku siwiejącej już lekko blondynki i wsłuchiwali uważnie w jej wskazówki. Norbert wyłapywał jednak za pomocą swoich narządów słuchowych cichy szept kilku dziewczyn mieszczących się za jego plecami. Zmarszczył brwi, wyłapując, że tematem ich obrad jest jego osoba. Miał ich już serdecznie dość, ale pocieszała go myśl, że niebawem matura i opuści mury spalskiego ośrodka. Zlekceważył paplaninę dziewczyn i skupił się ponownie na słowach profesorki.
-Idź do swojej księżniczki, Norbi.-poklepał go po ramieniu Domagała, prezentując mu śmiało swoje  śnieżnobiałe uzębienie.
-Co ty się tak o mnie troszczysz, co?- zaśmiał się Huber.-Swojej jeszcze nie znalazłeś?-potarł smukłymi palcami brodę, udając zastanowienie.
-Paulinka to przecież super dziewczynka!-zachichotał atakujący.-No, ale przy twojej trudno nie narzekać.-stwierdził, spoglądając znacząco na Anię.
Norbert jedynie westchnął głęboko na słowa przyjaciela, kręcąc głową. Zgodnie z poleceniem wychowawczyni pognał w kierunku brunetki, bowiem chciała ona zobaczyć skompletowane pary, upewniając się czy nikogo nie pominęła. Przystanął przy dziewczynie i zmierzył ją zdumionym wzrokiem, odnotowując, że nie jest przy nim wcale taka niska. Ta uchwyciwszy jego zdziwienie  zadarła kąciki ust ku górze, obdarowując go subtelnym uśmiechem. Gdy pani wuefistka przedstawiała zgromadzonym w hali sportowej osobnikom układ poloneza brunet pałaszował wzrokiem swoją towarzyszkę. Pociągła twarz przysłonięta była ciemnymi kaskadami, których pukle  swobodnie opadały na przyodziane w białą bluzkę ramiona, a czekoladowe tęczówki zatopione w sylwetce opiekunki emanowały silnym blaskiem. Studiował wzrokiem każdy milimetr jej nieskazitelnej twarzy. W końcu jego spojrzenie padło na jej wargi. Zadbane, sprawiające wrażenie niesamowicie miękkich, jednak to za ustami dopiero można było dostrzec jej piękno. A raczej dać mu się zmylić, bowiem ten urokliwy uśmiech jakim darzyła większość zgromadzonych w spalskich lasach był przysłoną. Kurtyną, za którą kryła się prawdziwa Anna Matulaniec i on dobrze o tym wiedział.
-Długo jeszcze będziesz się tak na mnie gapił?-obdarzyła go spojrzeniem wielkich, brązowych oczu i splotła ramiona na klatce piersiowej, sprawiając wrażenie surowej matki oczekującej wyjaśnień po karygodnym zachowaniu dziecka.
-Przepraszam.-mruknął cicho pod nosem, lecz dotarło to do niej wręcz idealnie.- Jesteś jedną z nich, prawda?-szepnął, aby nie przykuć uwagi nauczycielki.
-Z nich?-uniosła pytająco brew.
-Dziewczyn, które mnie wyśmiewały.-wyjaśnił natychmiast.
-Jestem w ich paczce, ale nie szydzę z ciebie.
-To, że się z nimi zadajesz już źle o tobie świadczy.
-Po co mi to mówisz?
-Wydaje mi się, że jesteś inna, że w porównaniu do nich posiadasz pokłady ciepła. Jednak one skutecznie je w tobie zagłuszają.
-Nieznajomy, proszę nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy.-warknęła.
-Czyli trafiłem w czuły punkt.-na jego usta wpłynął promienny uśmiech.-Nieznajomy zwie się Norbertem lub jak wolisz Modlichą.-zachichotał, wysuwając wielką dłoń w jej stronę.
-A dziewczyna, o której źle świadczy jej paczka to Ania.-złączyła jej drobną, małą w porównaniu do jego ręki dłoń z jego.
-Widzę, że mamy tutaj gaduły!-podniosła gwałtownie ton głosu pani Aniela, uśmiechając się wrednie w ich kierunku.- W nagrodę otrzymujecie...Możliwość zostanie pierwszą parą!
Matulaniec połączyła się wymownym kontaktem wzrokowym z siatkarzem i wywróciła podirytowana oczami na słowa starszej kobiety. Posłusznie jednak przy boku środkowego stawiła się na samym początku peletonu klasowego i nadepnęła na czubek buta chłopaka, powodując przeciągły jęk bólu wydobywający się z jego gardła.
-Auć! Za co to?!-popatrzył na nią oburzony.
-Za nasze zajebiste miejsce.-oświadczyła jakby było to oczywiste, siląc się na cukierkowy uśmiech.
-Ale to ty zaczęłaś gadać.
-A ty to kontynuowałeś, gamoniu.
-Spokój tam na czele grupy!-zbeształa ich pani Skrzypkowska.
Zgodnie z rozkazem blondynki zaprzestali czegoś co miało postać kłótni i całą swoją uwagę poświęcili wskazówkom nauczycielki. Wolna melodia otuliła uszy wszystkich zgromadzonych na obiekcie sportowym , a to oznaczać mogło tylko jedno. Nadeszła pora rozpoczęcia próby. Brunetka chwyciła za dłoń Hubera i ruszyła przed siebie w rytm kompozycji przy eskorcie 18-latka. Czuł na sobie czujny wzrok profesorki oraz lekkie ściskanie ręki przez Anię. Uśmiechnął się lekko, bowiem miał wrażenie, że wreszcie odnalazł wspólny język z przedstawicielką płci pięknej. Niby Matulaniec się z nim przedrzeźniała, ale był przekonany, że gdzieś w głębi go polubiła, a on ją także. Z rozmyśleń wyrwało go solidne uderzenie w potylice przez brunetkę, która tym gestem okazała swoje podirytowanie, kiedy pomylił strony zejścia. Spojrzał na nią z oburzeniem, ale po chwili roześmiał się głośno. Zaliczył także pomyłkę przy przejściach, ale na to zareagowała już łagodniej, wymieniając z nim jedynie wymowne spojrzenie i kręcąc głową z dezaprobatą. Sięgnęła po butelkę wody, zwilżając nią spierzchnięte wargi. Momentalnie otworzyła przymknięte oczy, gdy Huber posłał jej kuksańca pod żebrami i wskazał głową na parkiet, po którym przemieszczały się pary chcące spróbować swoich sił w walcu.
-I tak mam na dziś za dużo wrażeń.-rzuciła, przenosząc wzrok na ich wychowawczynie.
-Oj już nie przesadzaj.-wywrócił oczami siatkarz.
Wyciągnął dłoń w jej kierunku, a ona ją chwyciła i powędrowała z nim na plac przeznaczony do tańca. Nie za bardzo wiedziała jak rozpocząć, dlatego uważnie wsłuchiwała się w głos środkowego, który udzielał jej wszelkich rad. Po chwili uśmiechała się łagodnie, tonąc z nim w tańcu i ciesząc się, że w końcu zrozumiała układ. Przybiła mu piątkę w nadstawioną rękę, podskakując ku górze, czym wywołała u niego rozbawienie. Jego przyjaciele przyglądali się temu z zaciekawieniem wymalowanym na twarzach, ale po chwili ich wyrazy uległy gwałtownej zmianie.
-Anka, proszę cię! Zadajesz się z tym  mutantem?-popatrzyła na brunetkę z pobłażaniem szatynka.
-Monika, wyluzuj. Nauczycielka nas przydzieliła do poloneza , więc rozmawiamy i staramy się poznać.-wzruszyła ramionami Anna.
-Nie widzisz, że on do ciebie nie pasuje?-odezwała się towarzyszka Moniki.
-Ej, dajcie mu spokój, dobra?!-uniosła się nieco córka dyrektora.
-A co chcesz się kolegować z tą szarańczą zamiast z nami?-wytrzeszczyła oczy szatynka.

~*~
Hejka! ^^
Przybywam z niewielkim opóźnieniem, ale plany mi się wczoraj skomplikowały i pozmieniały, co było skutkiem, że nie wyrobiłam w czasie z napisaniem tej części :/ No, ale już jestem i jest i nowa część! :D Było tak pięknie, Norbert i Ania całkiem  nieźle się dogadywali, a tu proszę... Jak myślicie jak potoczy się dalej relacja siatkarza i dziewczyny? Co odpowie Ania na pytanie kumpeli? Całuję i do zobaczenia za tydzień! ;* ( tym razem postaram się w poniedziałek dodać nowość)


poniedziałek, 14 stycznia 2019

Prom Adventure, cz.1


Okręcił się wokół własnej osi i posłał rozbrajający uśmiech do podążających za jego paczką przyjaciół dziewczyn. Przedstawicielki płci pięknej zachichotały rozbawione jego zachowaniem, wymieniając ze sobą porozumiewawcze spojrzenia, a siatkarze popatrzyli na środkowego z politowaniem, kręcąc głowami. Huber jednak nic sobie z tego nie robił i kołysząc biodrami na boki rozpoczął wydobywanie z siebie dźwięku w postaci śpiewu, a raczej czegoś co go miało przypominać. Przymknął powieki, aby się w pełni skupić i wcielił się w rolę Sławomira.  
-Norbercie, co ty najlepszego wyrabiasz?!-do jego uszu dotarł podniesiony i zarazem oburzony ton starszej od niego kobiety.
Momentalnie uniósł powieki i spojrzał zakłopotany na swoją wychowawczynie, drapiąc się po głowie. Domagała i Busch spojrzeli na siebie wymownie. Obaj zagryzali policzki od wewnątrz, aby się nie roześmiać, jednak atakujący nie potrafił oprzeć się pokusie i parsknął głośnym śmiechem, tym samym przywołując na siebie wzrok opiekuna klasy. Zakrył twarz dłonią i starał się zagłuszyć rechot wydobywający się z jego gardła. Przyjmujący powędrował jego śladami, także obrywając karcącym wzrokiem.
-Huber, Domagała i Busch do mnie w tej chwili!-warknęła kobieta.
Środkowy popatrzył przez ramie na swoich przyjaciół i rozbawiony pokręcił głową. Posłusznie jednak cała trójka podopiecznych pani Anieli stawiła się obok niej i obserwowała rozbawienie pozostałych osób zgromadzonych w tej wyjątkowej klasie. Sami komunikowali się za pomocą kontaktu wzrokowego, tłumiąc śmiech cisnący im się na gardła. Pozostały dystans dzielący ich od hali pokonali w całkowitej ciszy, choć nie było to takie łatwe. Tuż po przekroczeniu progu obiektu momentalnie oddalili się od Skrzypkowskiej i dali upust kumulującym się w nich emocjom.
-Wszystko przez ciebie, Modlicha!-zarzucił Huberowi Damian.
- Nikt nie kazał się wam głąby ze mnie śmiać.-posłał mu łagodny uśmiech Norbert.
-Z ciebie trudno się nie śmiać.-za plecami atakującego dostrzegł wysoką blondynkę.
-Szczególnie, gdy masz taki ryj.-dodała tym razem szatynka, obdarowując środkowego wymuszonym uśmiechem.
-Ta, która się kiedyś w tobie zakocha będzie niewidoma.-dołączyła się kolejna do rozmowy.
Trójka przedstawicielek płci pięknej wybuchła głośnym śmiechem i zadowolona ze swoich ripost w kierunku siatkarza zbiła piątki. Norbert natomiast starał się udawać, że słowa dziewczyn do niego nie docierają, że przebywa myślami w innej galaktyce, że wcale nie sprawiły one, że jego samoocena ponownie podczas tego tygodnia spadła gwałtownie na dno. Uformował dłonie w pięści i zacisnął zęby, czując falę gniewu jaka się w nim nagromadziła. Przyjaciele momentalnie zauważyli zmianę w jego zachowaniu i zjawili się obok, starając się sprowadzić środkowego do humoru z przed kilku minut. Na marne. Wypełniony furią 18-latek uderzył w pobliską ścianę. Chciał dać ujście nagromadzonym w nim emocjom.
-Huber, rozumiem, że nie lubisz szkoły, ale żeby od razu ją demolować?-zwróciła się do niego pani Aniela.- Norbercie…-spojrzała na niego z pobłażaniem.
-On jej nie demoluje. On sprawdza jakość wykonania.-Sławek posłał w kierunku kobiety delikatny uśmiech.
Wychowawczyni skinęła jedynie głową na jego słowa i kontynuowała swoją przemowę do uczniów zgromadzonych wokół niej. On jednak nie starał się nawet wyłapać słów jakie kierowała do jego kolegów. Zbyt mocno bolały go ciosy wymierzone przez koleżanki, a raczej rówieśniczki z równoległej klasy. Nie miał ich nawet prawa nazywać koleżankami. Nie po tym, jak któryś raz z kolei obierały go za cel swoich żartów. Choć gdyby to były żarty śmiał by się tak jak w towarzystwie Domagały czy Buscha. A przy nich tego nie robił. One go wyszydzały.
-Norbert, ty będziesz z… Anią!-oznajmiła opiekunka klasy, spoglądając przelotnie na niego i dziewczynę.
-O staryyy… To ci się trafiło!-poklepał go po ramieniu Domagała, pałaszując wzrokiem brunetkę.
-Przecież to córka dyrektora!-pisnął z podekscytowania Sławek.- Ja pierdolę… Też tak chcę!
Zaśmiał się na reakcję swoich kumpli i wpatrywał się w sylwetkę brunetki. Anna odgarnęła ciemny kosmyk za ucho i spojrzała przelotnie na Norberta, przeskakując wzrokiem z twarzy koleżanki, z którą zatonęła w ciekawej rozmowie. Wtedy właśnie dostrzegł jej czekoladowe, duże oczy, które pełne były energii i ciepła. Wyłaniały się one z pod wachlarzu długich, gęstych, ciemnych rzęs. Lekko speszony odwrócił głowę w bok. Mimowolnie na jej ustach zagościł nikły uśmiech, który zauważyła jej towarzyszka.
-Kto już ci wpadł w oko?- zagaiła do niej, poruszając porozumiewawczo brwiami.
-Nikt.-wzruszyła ramiona brunetka.- Przyłapałam tylko gapiącego się na mnie siatkarza, który się speszył.
-Jeszcze nie przywykłaś do zainteresowania mężczyzn, że się tak uśmiechasz, gdy to zauważasz?
-Szczerze? Owszem.-zaśmiała się Ania.

~*~
Witam z nową historią! ^^
Tym razem studniówkowy klimat jak idzie zauważyć, a w rolach głównych jedna z moich ulubionych siatkarskich par ( już niestety była para) Norbert i Ania :3  Jak widzicie Norbert jest dość pozytywnym człowiekiem, ale i tak dostaje po nosie :( Jednak wychowawczyni mu nieco wynagrodziła wcześniejszą, niemiłą sytuację i cóż... Zobaczymy jak to Ania i Norbert się dogadają ;)  Nie bardzo podoba mi się ta część, ale bardzo chciałam już z tą historią wystartować :D Nie umiałam jej lepiej napisać, więc dodaję taka jaka jest i mam nadzieję, że choć Wam się spodoba ;) Liczę, że ta historia będzie tak chętnie czytania jak świąteczne opowiadanie o Dalii i Tomku :D Całuję i do zobaczenia za tydzień na kolejnej części! :*

niedziela, 23 grudnia 2018

Świąteczny żar, cz.4


" Ból zaczyna się dopiero wtedy, kiedy boli nas calutkie serce i zdaje się nam, że zaraz przez to umrzemy, i na dodatek nie możemy nikomu zdradzić naszego sekretu. Ból sprawia, że nie chce nam się ruszać ani ręką, ani nogą ani nawet przekręcić głowy na poduszce."

***

Wzdrygnął się na melodie roznoszącą się po wnętrzu jego niewielkiego mieszkania. Dopiero teraz zauważył, że zajmowane przez dziewczynę chwilę temu miejsce obecnie jest puste. Był tak skupiony na jej obserwacji oraz pochłonięty przez myśli, że nie spostrzegł momentu jej odejścia. Wzruszył jedynie ramionami do swoich spostrzeżeń i podreptał w kierunku drzwi. Zachłysnął się powietrzem, kiedy odsłonił wizjer i za jego pomocą dostrzegł spoczywającą prze wejściem do jego lokum pierwszą i ostatnią miłość. Przylgnął plecami do powierzchni drzwi i przymknął powieki, starając się zapanować nad oddechem, który w jednej sekundzie przeszedł transformacje na płytki i nierównomierny. Jednym słyszalnym dla niego obecnie dźwiękiem było kołatanie jego pobudzonego przez widok brunetki serca, po którym rozlał się dawny żar jakim wypełnione było uczucie tej dwójki. Do jego uszu ponownie dotarł dźwięk dzwonka i mógł się założyć, mógł oddać wszystkie swoje puchary, odznaczenia i wyróżnienia, że teraz zniecierpliwiona uderzała paznokciami o pobliską ścianę i marszczyła zabawnie nos. Odepchnął się od nawierzchni ciemnego drewna i wypuścił powietrze ze świstem. Nie tak wyobrażał sobie ten moment. Miał zamiar na jej ponowne ujrzenie skakać z radości i zamknąć ją w solidnym uścisku. A nie rozprawiać się z chęcią zlekceważenia jej dobijania się do jego osoby. Cholernie obawiał się otworzyć te drzwi, ale pod wpływem odwagi i determinacji jaka napełniła go od głowy do czubków stóp pośpiesznie przekręcił zamek i chwycił za klamkę, rozwierając drzwi przed kobietą jego życia. Dalia nagle zadarła głowę, odrywając spojrzenie od wycieraczki i skierowała je na twarz przyjmującego. Biegł wzrokiem po jej bladej cerze i dopiero teraz dotarło do niego jak bardzo za nią tęsknił. Jak bardzo usychał, obumierał jak roślina bez wody. Jak przygasał. Zatrzymał wzrok na jej ustach pokrytych szminką o odcieniu nude, które były lekko rozchylone, gdy jej czekoladowe tęczówki wpatrywały się w niego. Miał tak ogromną ochotę do nich przylgnąć, ale musiał trzymać emocje na wodzy. Musiał jej pokazać, że o wybaczenie nie będzie łatwo, o ile ono w ogóle nastąpi, choć każda komórka jego ciała domagała się jej cholernie mocno. Nie miał przecież pojęcia co takiego kierowało nią, kiedy go opuszczała. Osunął się na bok, dając jej tym samym sygnał, aby zagłębiła się we wnętrzu mieszkania. Posłusznie przekroczyła jego próg i wykonała kilka kroków w stronę małego salonu, omiatając wzrokiem otoczenie. Zmiany, które zarejestrowała były znikome. Nadal na komodzie przy telewizorze widniała ich wspólna fotografia. Oznaczało to, że wciąż żywił nadzieję, nie zamknął tego rozdziału. Wierzył w jej powrót i w końcu się doczekał.  Mimowolnie wzniosła kąciki ust, zauważając ten fakt, co nie uszło jego uwadze.
-Tomek.-wyszeptała, zwracając głowę w jego kierunku i spoglądając mu głęboko w oczy.
Sunął wnikliwym przesiąkniętym błękitem wzrokiem po jej twarzy, doszukując się jakich kolwiek występujących na niej zmian. Nic nie odnalazł. Każdy detal na niej był taki sam jak przed rokiem. Za wyjątek uznać można było jej zaczerwienione znikomo oczy oraz wory pod oczami, ale przypuszczał, że pewnie stał za tym stres. Gdy tak na nią patrzył miał tak cholerną ochotę sunięcia opuszkami palców po jej zaróżowionych subtelnie policzkach i wpatrywania się jej prosto w oczy, znajdując się kilka milimetrów od jej ust. W głębi pragnął powtórzyć wydarzenia z grudnia 2017, aby muc nasycić głód jej osobą w pełni.
-Gdzieś ty się podziewała, Dalia?-sapnął, czując jak nagle opuszczają go wszelkie pokłady siły.
-Byłam w Rzeszowie.-odparła, zajmując miejsce na sofie.
-Niemożliwe! Maślak by cię zauważył…-pokręcił głową z niedowierzaniem. Przecież to miasto zamieszkałe przez jego przyjaciela. Jak mógł nie wpaść na pomysł, aby jej tam szukać? Choć było to zupełnie inne województwo.
-Nie chciałam być znaleziona, Tomek. Ukrywałam się.- wlepiła wzrok w bliżej nieokreślony punkt znajdujący się w oddali przed nią.
-Ale dlaczego?!-po jego twarzy rozlewało się skołowanie.- Nie rozumiem. Przecież było ci ze mną dobrze.-zmarszczył brwi, żywo gestykulując.
-Spójrz.-wyjęła z tylnej kieszeni spodni małe zdjęcie i wsunęła mu do ręki.- To nasze maleństwo. Opuściłam cię ze względu na nie. –poczuła jak jej oczy zaszły się łzami.-Zaszłam w ciążę po nocy u ciebie w pokoju i zamiast cieszyć się z nowego roku wylewałam łzy, bo wiedziałam, że nie mogę ci tego zrobić. Nie mogłam ci wtedy powiedzieć, że będziesz ojcem, bo wszystko by się zmieniło. Wyjechałam dla twojego dobra, abyś się spełniał jako sportowiec, aby nie utrudniać ci kariery.-tłumaczyła, patrząc mu prosto w oczy.
-Nie wierzę!-skrył twarz w dłoniach.-Jak mogłaś mi to zrobić?! Jak mogłaś zataić przed mną taką informację?! Miałem prawo wiedzieć!-podniósł ton głosu, dźwigając się na kanapie i przystanął naprzeciw niej. –Gdzie teraz jest nasze dziecko?-uniósł pytająco brew.
Czuł dziwną obawę, że jest coś jeszcze. Ogarnął go dziwny niepokój. Intuicja podpowiadała mu, że ta historia nie zakończyła się szczęśliwie. Odgonił od siebie własne domysły i ponownie skupił się na słowach wydostających się z jej ust.
-Aby tutaj wrócić musiałam dokonać wyboru.-spojrzała na niego i pociągnęła nosem.- Rodzice by mnie zabili gdybym wróciła do Krakowa z twoim dzieckiem, dlatego dokonałam aborcji.-wypowiedziała słabym, łamiącym się głosem.
-Co zrobiłaś?!
Jego twarz zmieniła się teraz w istne pobojowisko emocji. Przybrała barwę fioletu pod wpływem furii jaka go wypełniła, ale zarazem wykrzywiona była pod wpływem cierpienia. Od jego siwych błękitnych tęczówek, które chłonęły postać Małeckiej bił żal,  a umysł nie potrafił dopuścić do siebie słów, które opuściły jej aksamitne wargi. Nie umiał przyswoić do siebie treści jej wypowiedzi. Jego wnikliwe, przeszywające spojrzenie wypalało dziurę w jej sylwetce. Po powierzchni jego oczu rozlewał się tak niemiłosierny ból, że 21-latka zdecydowała się odwrócić głowę, aby na to nie patrzeć. Nie była w stanie oglądać go w takim obliczu. Jej serce naznaczane było wtedy uderzeniami ostrego sztyletu, który cholernie ją ranił. Krajała się, gdy po kilkunastu minutach nadal milczał. Nie umiał wydać z siebie żadnego słowa. Siedział na rogu kanapy i osłaniał twarz dłońmi, aby nie dostrzegła słonej cieczy wędrującej po jego policzkach. Po mimo, że ani minuty nie żył w świadomości, że zostanie ojcem, że w łonie Dalii znajduje się mała istotka to dotknęło go to naprawdę mocno. Mógł mieć syna lub córkę. Mógł mieć swoją małą kopię lub klona jego ukochanej. Nie mieściło mu się to w głowie. Kręcił ją niczym w amoku, chcąc aby był to tylko koszmar, okropne złudzenie. Przecież kobieta, którą kochał nie mogła pozbawić go możliwości posiadania z nią dziecka!
-Tomek, proszę Cię. Powiedz coś.-pokryła dłonią jego kolano, przykucając przy nim.
-Najgorsze jest to, że okłamywałaś nie tylko mnie. Okłamywałaś też swoich rodziców.-prychnął, mierząc ją pełnym niedowierzania wzrokiem.- Wynoś się stąd.-warknął przesiąknięty gniewem.-Powiedziałem wynoś się stąd! Nie chcę mieć do czynienia z takim potworem!- syknął przez zaciśnięte zęby.
-Wiem, że mnie teraz nienawidzisz, ale ja cię kocham.-szepnęła słabo.-Słyszysz?! Kocham cię!-wydzierała się na całe gardło.-Tomek, nie rób mi tego. Ja wiem, że minie trochę czasu za nim wszystko będzie tak jak dawniej, ale wybacz mi. –mówiła zrozpaczona, a jej policzki nagle stały się wilgotne.
Brunet poderwał się z miejsca i stanął z nią twarzą w twarz. W jej czekoladowych tęczówkach tliła się tak ogromna nadzieja przyćmiona odrobinę przez ból. Kochał ją. Nadal cholernie darzył ją miłością, ale potrzebował czasu, aby się z tym wszystkim pogodzić. Zawsze chciał być ojcem. A teraz gdy otrzymał taką okazję od losu to ona zadecydowała za niego. Skazała tą małą kruszynkę na śmierć. Nie dała ani jej ani jemu wyboru i to w tym wszystkim bolało go najbardziej, a fakt, że zataiła ciążę także przed ludźmi, którzy jej podarowali życie jeszcze bardziej go frustrował. Refleksje siatkarza przerwał przeszywający błogą ciszę przerywaną jedynie szlochem dziewczyny dzwonek. Momentalnie zameldował się przy drzwiach i przywitał się nikłym uśmiechem z Michałem, który wparował do środka i zamarł, gdy ujrzał brunetkę. Jego przesiąknięte błękitem oczy wpatrywały się w sylwetkę brunetki oniemiałe zupełnie jakby zobaczyły ducha, a nie byłą dziewczynę swojego przyjaciela.
-Dalia?! Co ty tu robisz?!-wyrzucił zdumiony jej obecnością atakujący.
-Właśnie wychodzi.-mruknął przyjmujący.
Brunet spojrzał na właściciela mieszkania ze zmarszczonymi brwiami, próbując zrozumieć co się właściwie tutaj działo. Wystarczyło, że napotkał na drodze swojego wzroku wypełnione bólem i cierpieniem ciemne tęczówki Małeckiej i już wiedział, że dla ich obojga nie była to łatwa rozmowa.
-Cześć Michał.-szepnęła, wysilając się na słaby uśmiech.-Tomek, błagam Cię. Przemyśl to i…-przystanęła przy sylwetce przyjmującego, układając dłoń na jego ramieniu.
-Idź sobie.-strącił jej dłoń Fornal i przerwał jej, wypowiadając te słowa z niesamowitym chłodem, co naprawdę dużo go kosztowało.
Chwilę później znosił na sobie pytające spojrzenie Filipa oraz przymykał powieki, próbując powstrzymać kolejną lawinę łez cisnących się mu do oczu, gdy Małecka zniknęła za drzwiami.

"Wspomnienia ogrzewają człowieka od środka. Ale jednocześnie siekają go gwałtownie na kawałki."
***
Zaszyła się w swoim pokoju i przeglądała zawartość czarnego, tekturowego pudełka, która znaczyła dla niej wiele, a nawet zdecydowanie więcej niż te 21 lat jej życia. Starła zewnętrzną częścią dłoni pojedynczą słoną łzę po policzku, gdy jej czekoladowym tęczówkom ukazała się fotografia z pierwszego spotkania pod złotym sufitem w roli dziewczyny Fornala. Fotoreporterzy jak zawsze mieli głowę na karku i czuwali, aby tylko wyłapać obiektywem swojego aparatu dwuznaczną sytuację mającą miejsce po za boiskiem czy po prostu ciekawe ujęcia. Tomek ani Dalia jednak nie myśleli  w tamtej chwili o piekielnej kłótni jaką urządzą dziewczynie jej rodzice czy furii nastolatek, którym nie przypadnie do gustu partnerka radomskiego gracza. Po prostu chłonęli swoją bliskość nawzajem. Momentu, który został uwieczniony przez profesjonalny sprzęt przedstawiał tonącą w  silnym uścisku 20-latkę uwieszającą się na szyi zawodnika Roberta Prygla.  Na jej  plecach widniał wówczas  numer 19 i jego nazwisko. Wtedy żadne z nich nie przejmowało się czy ich wizerunek razem wyląduje na pierwszej stronie popularnego plotkarskiego portalu internetowego czy zdjęcia dotrą do rodzinnego domu studentki. Jego twarz promieniała tutaj niesamowicie, a oczy nawet utrwalone na zdjęciu zachwycały swoim blaskiem. Położyła fotkę na świątecznej pościeli i pociągnęła nosem, czując zbierające się w jej oczach łzy. Kolejny uwieczniony na kawałku papieru moment przedstawiał ją na jego rękach na tle choinki w rezydencji Fornalów. Na jej głowie znajdowała się czapka Mikołaja, a on na włosach nałożone miał rogi renifera. Ich usta złączone były ze sobą w namiętnym pocałunku, a jej dłonie owinięte kurczowo wokół jego szyi. Pomysłodawcą tego zdjęcia był Janek, który chciał uwiecznić chwilę szczęścia brata z dziewczyną, argumentując, że rzadko się to zdarzało. Oberwał wtedy poduszką z kanapy w ramie od bruneta, a ona roześmiała się głośno. Zniszczyła to wszystko na własne życzenie. Straciła go. Miłość swojego życia. Nie umiała się pogodzić z tym, że pozbawiła życia własne dziecko. Jego dziecko. Syna lub córkę Tomasz Fornala. Miał rację. Zachowała się jak potwór, jak człowiek bez uczuć, bez serca. Zagryzła wargę, próbując powstrzymać nadciągająca lawinę płaczu, jednak jej się to nie udało. Spazm wstrząsał jej ciałem, a łzy pociągały za sobą strugi tuszu do rzęs, tworząc na jej policzkach ciemną mozaikę. Skryła twarz w poduszce i płakała. Wylewała z siebie ten ból, cierpienie. Po dłuższej chwili zebrała się w sobie i postanowiła zawalczyć. W końcu magia świąt potrafi zdziałać cuda, a od najcudowniejszej nocy w jej jak i zarówno w jego życiu minął równy rok. Pośpiesznie wciągnęła na siebie tą samą kreację, jaką zdecydowała się zaprezentować  przed rodem Fornalów dwa tysiące siedemnastego roku i postawiła na delikatny, aczkolwiek podkreślający jej urodę makijaż.


"No i jest osoba, do której wracasz - jej twarz, ciało, głos, zapach i dotyk, jej cierpliwe czekanie, aż skończysz mówić, choćby nie wiem, jak długie, żeby coś powiedzieć, jej uśmiech przesuwający się po twarzy tak wolno, że przypomina ci wschód słońca, jej niekłamane stęsknienie i radość, że wróciłeś."

***
Po każdym zakamarku budynku pełniącym rolę jego rodzinnego domu niósł się smakowity zapach zmieszanych ze sobą woni różnych potraf, które przygotowywane były na kolacje wigilijną. Czas jej rozpoczęcia przewidywany był za równe sześćdziesiąt minut, za godzinę, a on nadal był w rozsypce, kompletnie nie gotowy na zasiadnięcie do stołu. Podirytowany przewracał oczami, waląc pięścią w drzwi od łazienki i układając litanie błagalne o opuszczenie jej w kierunku partnerki brata. Ewa zaniosła się chichotem, kończąc przeciąganie szczoteczką po rzęsach i przekręciła zamek w drzwiach, rozwierając je przed brunetem.
-No nareszcie!-rzucił z wyraźną ulgą Tomek.
-Cicho, szwagier!-pogroziła mu tuszem do rzęs Łukasik.- Wybacz, ale zabrałam swoje centrum piękności i urody ze sobą. No, ale tobie już nic nie pomoże.-puściła mu oczko i biegiem ruszyła w kierunku schodów, wyłapując groźne spojrzenie Fornala.
-Jeszcze się odegram, bestio!-krzyknął za nią.
-Ona jest piękna, a ty bestia, Tomuś.-dotarł do niego głos brata z parteru.
Zaśmiał się na jego słowa i przymknął za sobą drzwi pomieszczenia. Pozbawił się wszelkich ubrań i stawił pod prysznicem, pozwalając sobie na chwilę relaksu. Wmasowywał żel w każdy skrawek ciała, nucąc pod nosem jedną ze świątecznych, uwielbianych przez niego piosenek. Wtem przypomniał sobie jak śpiewała go Dalia przyodziana w krótką, błękitną koszulę nocną rok temu, próbując uporać się ze swoimi długimi, ciemnymi włosami przed lustrem w łazience. Pamiętał jak wmówiła rodzicom, że jedzie na noc do Korneli, aby pomóc jej w pieczeniu pierników, które były jej specjalnością i mogli się cieszyć jedną z niewielu nocy spędzonych razem. Momentalnie poczuł przeszywający jego osobę z każda sekundą coraz większy smutek. Wesoły nastrój gdzieś się ulotnił, a przed oczami stanął widok studentki AWF-u przyodzianej w czerwoną sukienkę, która kilka godzin później z niej zrzucał. Westchnął głośno do swoich myśli i opuścił kabinę prysznicową. Otarł puchatym ręcznikiem wilgotne ciało i przywiązał go sobie na biodrach. Ostrożnie błądził maszynką po twarzy, pozbywając się choćby najmniejszego włoska. Zadowolony z efektu końcowego wklepał w twarz krem do golenia, który uwielbiała Dalia i zjawił się w swoim pokoju, aby narzucić na siebie przygotowany wcześniej strój. Zaszczycił swoją obecnością domowników na parterze i usłyszał gwizdy wydobywające się z ust szwagierki. Chwilę później do jego uszu dotarł odgłos solidnego klepnięcia. Nie musiał wytężać umysłu, aby dowiedzieć się w jakie miejsce Łukasik go otrzymała.
-Auć! Janek!-zawyła z bólu brunetka.
Zachichotał pod nosem na odgłosy dochodzące do niego z salonu i pokręcił z niedowierzaniem głową nad delikatną kłótnią dotyczącą jego osoby pomiędzy parą narzeczonych. Jego brat jak zawsze zgrywał zazdrosnego i zaczął robić Ewie wyrzuty odnośnie jej zachowania względem osoby młodszego z braci. Rodzicielka spojrzała na niego rozbawiona tą sytuacją i uderzyła  ścierką po dłoni, gdy chciał podkraść ciastko z talerzyka. Nagle po wnętrzu domu rozległa się znajoma melodia.
-Pójdę otworzyć.-poinformował 21-latek.
-To pewnie ojciec z babcią!-krzyknęła za nim blondynka.
Zawodnik radomskiego klubu przekręcił kluczyk w zamku i otworzył drzwi. Zamarł, gdy dostrzegł w ich progu brunetkę okrytą czarnym płaszczem z lekko polokowanymi włosami oraz subtelnym makijażem. Ich spojrzenia nałożyły się na siebie. Jego siwe błękitne tęczówki wpatrywały się głęboko w jej oczy, chłonąc ich barwę wnikliwie. Pomiędzy nimi panowała totalna cisza, ale nie z rodzaju tych niezręcznych. Ta wywodziła się z tych magicznych, wyjątkowych, które nie psuły magii chwili. One ją tworzyły. Małecka zdecydowała się to jednak przerwać po dłuższym momencie.
-Tomek, ja…-wydusiła z siebie, jąkając się.-Wybacz mi, proszę. Ja nie potrafię bez ciebie funkcjonować. Nie wyobrażam sobie spędzić inaczej tych świąt niż z tobą.-wypowiedziała już znacznie pewniej.
-Dalia, ja też tak dłużej nie potrafię.-przyznał się.-Kocham cię.-szepnął czule.
Oplótł smukłe palce wokół jej nadgarstków i wciągnął ją zamaszyście do środka, wpijając się zachłannie w jej usta. Na nowo ich posmakowywał. Delektował się ich aksamitnością, ich ciepłem, ich architekturą. Wplotła palce w jego gęste włosy i rozkoszowała się ich jedwabistością, pogłębiając pocałunek jeszcze bardziej. Nie mogli się sobą nasycić zdecydowanie bardziej niż tej pamiętnej nocy. Byli siebie tysiąc bardziej spragnieni, milion razy bardziej wygłodzeni. Nie zważali na obecność domowników. Cieszyli się chwilą. Radowali się sobą nawzajem.  A ich uczucie po takich przejściach było znacznie bardziej solidne i umocnione niż dotychczas. Wycementowali je. Stworzyli niezniszczalnym, choć tak naprawdę do jego runięcia było niezwykle blisko. Oderwali się od siebie zdyszani. Oparł czoło o jej, a ona znów mogła podziwiać jego błogi, śnieżnobiały uśmiech, za którym tak bardzo tęskniła. Przymknęła powieki i zagłębiła się w błękitnej koszuli Tomasza. On zamknął ją szczelnie w swoich silnych ramionach i naznaczył jej czoło swoimi wargami. Jej nozdrza ogarnęła intensywna woń jego perfum i już wiedziała, że znajduje się przy odpowiedniej osobie, przy odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie.
-A co z twoimi rodzicami?-zagaił ostrożnie przyjmujący, patrząc na nią niepewnie.
-Nie obchodzą mnie.-Małecka wzruszyła ramionami, a na odgłos śmiechu Tomka na jej usta wkradł się łagodny uśmiech. –Tym razem zostaję na całą noc i nie tylko.-wypowiedziała niskim, uwodzicielskim tonem wprost do jego ucha.-Na wieczność.-musnęła ustami jego policzek.
-Wielki powrót Dalii Małeckiej wielkiej wariatki dwudziesto jedno letniej!-zakomunikował donośnie Janek.
Wszyscy domownicy wraz z samą ofiarą komentarza zanieśli się głośnym śmiechem. Tomek splótł palce dłoni brązowookiej ze swoją smukłą  i zaprowadził ją w kierunku kuchni, aby oznajmić mamie radosną nowinę podczas tych świąt. Nie musiał nic jednak mówić. Wzrok kobiety spoczywający na ich dopasowanych do siebie jak puzzle kończynach wyrażał zdecydowanie więcej emocji niż słowa jakie mogła by powiedzieć w takiej chwili. Tymczasem Małecka w myślach w pełni zawdzięczała te wydarzenia świątecznemu żarowi, który ponownie narodził się pomiędzy nimi i zapłonął dwa razy mocniej niż w roku ubiegłym.  Dziękowała losowi za nauczkę życia i wypełniona euforią ponownie mogła spoglądać w wypełnione migoczącymi ognikami niczym lampki choinkowe znajdujące się na drzewku świątecznym w jego sypialni rok temu oczy przyjmującego.

~*~
Hejka! ^^
Skoro to czytacie to znaczy, że dzieli nas tylko jeden dzień od świąt ! Jutro Wigilia <3 Mam nadzieję, że tą historią umiliłam Wam oczekiwanie na ten cudowny, magiczny czas ;3 Dla mnie było to przyjemnością dla Was pisać i czytać Wasze pełne ciepła, miłe słowa *.* Choć nie ukrywam, że było ciężko to wszystko tu oddać, ale chyba się udało i nie wyszło tak najgorzej :D Pod Jankiem złożyłam Wam już życzenia, ale nie wszystkie go czytacie pewnie, wiec się tutaj powtórzę :D Wesołych Świąt, spędzonych pośród najbliższych, pełnych ciepła i beztroski oraz świetnych prezentów pod choinką! ^^ Całuję i do zobaczenia ;*
PS: Być może niebawem jak dobrze pójdzie wystartuje kolejna taka historia kilkuczęściowa z kolejnym złotym juniorem :D Zobaczymy czy się uda, bo na razie jest zastój XD